Serce biło w przyśpieszonym tempie, a łzy nie pohamowanie ciekły ciurkiem po oziębłych polikach loczka. Widok nagrobka z wykutymi na nim kolejnymi literami wprawiał go w smutek i żałobę. Tak bardzo brakowało mu ciepłego dotyku dłoni pasiaka, jego pięknych oczu mieniących się milionami gwiazd na granatowym niebie, jego stylu bycia... Tęsknił za nim tak bardzo jak nikt inny. Wmawiał sobie, że będzie dobrze, że wszystko się ułoży i zapomni o swojej sympatii do zmarłego Louis'a. W głębi serca wiedział jednak, że nie uwolni się od tego tak szybko, jak sobie to wyobrażał. To miało trwać znacznie dłużej... To miał być najgorszy okres w jego życiu.
Dłonie Harry'ego mocno drżały tak jak jego całe ciało. Przez jego ciało co chwila przechodziły nie przyjemne ciarki, a strach przeszywał go na wylot. To była noc, której nigdy nie zapomni... Mieli wtedy wyjawić wszystko całemu światu. Najwidoczniej wszystko miało być inaczej...
Harry jak zwykle przesiadywał w swoim pokoju rozmyślając nad swoim życiem... Tak bardzo chciał wyjawić światu tą wielką tajemnicę, którą tak długo skrywali razem z Louis'em. Tomlinson także miał już dość dobrej miny do złej gry. Eleanor, która była tylko nie udaną przykrywką zaczynała truć pasiakowi życie. Nie chciał więcej jej widzieć jednak co tu dużo mówić... Był do tego zmuszany. Tak na prawdę nigdy nie czuł do Eleanor nic więcej, jak zwykłą ludzką nienawiść.
Nagle drzwi pokoju loczka lekko się uchyliły. Przestraszony Harry lekko wzdrygnął się na obrotowym krześle i wstał na równe nogi kierując swój wzrok w stronę kasztanowych drzwi. Stał w nich uśmiechnięty Louis, który bez chwili zastanowienia rzucił się na loczka całując kącik jego malinowych ust.
-Dzień dobry Curly. Pamiętasz o dzisiejszym spotkaniu o 19:00 przed domem?- zapytał bawiąc się przy tym loczkami szatyna. Chłopak twierdząco pokiwał głową i odwzajemnił krótki pocałunek Louis'a. Odrywając się od Harry'ego, Louis cicho zachichotał i szepnął:
-Fanki.
Harry spojrzał na podwórko gdzie Zayn i Niall grali w piłkę nożną. Za bramą obok nich roiło się od miliona fanek, które przyszły, aby popatrzeć na rozgrywki tak zwanego przez nich Ziall'a.
Szatyn szybko oderwał się od pasiaka, który zrobił się lekko czerwony przez kilka fanek, które na chwil spojrzały w stronę okna pokoju loczka. Na całe szczęście zrobiły to w momencie kiedy obydwoje stali jakiś metr od siebie.
-To może ja pójdę do kuchni.- świadczył Harry i lekko zdenerwowany wyszedł z pokoju.
Czas do 19:00 minął mu niespodziewanie szybko. Nawet nie zorientował się kiedy wybiła umówiona z pasiakiem godzina. Ubrany w beżowe rurki, czarny podkoszulek i granatową marynarkę, oraz białe Converse wyszedł przed dom. Widok Louis'a od razu wywołał uśmiech na jego rozpromienionej twarzy. Tomlinson chwytając zimną dłoń Styles'a pociągnął go w stronę starego, opuszczonego biura nieruchomości. Wchodząc po woli na samą górę po szerokich schodach rozmawiali na różne tematy czule się obejmując i składając sobie słodkie całusy.
Już po chwili znaleźli się przy wejściu na dach.
-Na pewno się nie boisz?- upewnił się przed wejściem Tommo. Harry pokiwał twierdząco głową i z bijącym sercem otworzył drzwi. W jego oczy rzuciło się mnóstwo świec i czerwony koc na, którym rozłożone były przeróżne pyszności przygotowane - prawdopodobnie - przez jego sympatię.
-Podoba ci się?- zapytał Louis kładąc głowę na ramieniu zszokowanego Harry'ego.
-Nawet nie wiesz jak bardzo...- wyszeptał i obracając się na piętach w tył wpił się w usta Louis'a. Nie przerywając pełnego namiętności pocałunku usiedli na kocu. Louis z ust loczka przeniósł się na jego szyję. Słodkie pocałunki sprawiły dreszcze na ciele młodszego.
-Jesteśmy an dachu Loui.- zaśmiał się, kiedy wyrównał swój oddech, który nagle przyśpieszył.
-Przepraszam Harry, ale wiesz jak ty na mnie działasz.- szeptał pomiędzy pocałunkami. Harry przygryzł wargę Louis'a i lekko go od siebie odepchnął.
-W domu tygrysie.- wymruczał z pociągającym tonem. Louis wyciągając rzeczy z koszyka zapytał:
-Mógłbyś na chwilę wyjść. Niespodzianka.
Harry posłusznie wykonał polecenie starszego i wyszedł za drzwi. Stojąc tam głupkowato się do siebie uśmiechał myśląc o tym co może przygotować dla niego Louis. Wszystko było już takie piękne gdyby nie nagły krzyk Louis'a. Harry wyrwany z transu otworzył na oścież drzwi. Najciemniejsze myśli przechodziły teraz przez jego przepełnioną nimi głowę.
Rozglądał się nerwowo na wszystkie strony jednak nigdzie go nie było. Słyszał jego stłumiony krzyk, jednak było to tylko złudzeniem. Louis'a już nie było... Leżał martwy na jednej z Londyńskich ulic przed opuszczonym biurem nie ruchomości. A Harry? Harry nie był niczego świadomy... Czuł jednak, jakby połowa niego umarła, stała się martwa... Tą połową był Louis... Martwy nastolatek na jednej z Londyńskich ulic.
Harry nigdy nie zapomni tego wieczoru. Był to mocny cios poniżej pasa. Czuł się winny za śmierć swojego ukochanego. Pragnął by był teraz obok niego i wspierał w tej trudnej dla niego chwili...
-Może gdybym wtedy wcześniej zareagował żyłbyś...- wychlipał i podniósł się w ławki od, której już dawno odchodziła farba. Kierował swoje kroki w stronę rzeczki obok cmentarza. Znajdując się już ok. 3 metry od niej zatrzymał się.
-Na zawsze razem!- wydarł się na cały głos i biorąc rozpęd wskoczył do lodowatej wody.
Rankiem odnaleziono martwe ciało sławnej gwiazdy popu. Martwy loczek uśmiechał się szeroko i choć nie żył jego serce nadal biło... Dla Louis'a...
Bo miłości nic, ani nikt nie zburzy...
Kaboom! Pierdolnęłam takiego oto imagina o Larry'm :).
Osobiście uważam, że nawet w jakimś stopniu mi wyszedł.
Mam nadzieję, że się spodoba i skomentujecie :). Następny zrobię może także z Larry'm, prawdopodobnie +18 :D
To tyle :).
Pozdrawiam.
-Wiesiek z watą na łbie.