czwartek, 25 października 2012

#Krótkie imaginy# 1

#1. Darcy: Tato pomóż mi przykleić obrazek!
Harry: Nie mam czasu.
Ty: Harry pomóż przykleić obrazek małej!
Harry:


 #2. Niall: (T.I) ja chcę jeść!
Ty: Zrób sobie sam!
Niall: Daj mi jeść!
*Po godzinie*
Ty: Dobra dam ci jeść natręcie!!
Niall:


 #3. Harry: (T.I) będzie moja!
Chłopaki:

#4. Harry: Na pewno dzisiaj Zayn będzie mył naczynia!
*5 minut później*
Ty: Harry dzisiaj ty myjesz naczynia.
Harry:


 #5. Ty: Harry popraw mi humor.
Harry:

#6.  Ty: Harry, Niall! Błagam nie wariujcie!
Harry i Niall:
Ty: Nie rozrabiać i koniec kropka!
*2 minuty później*
Harry i Niall:
Ty: Żyję z debilami -.-


Następne takie krótkie imaginy dodam za nie długo :)

środa, 24 października 2012

005. #Niall - I want...#

*** Narracja trzecioosobowa ***

Spojrzał przed siebie stąpając bosymi stopami po soczyście zielonej trawie którą pokrywała teraz warstwa rosy.
Wiosenny wiaterek otulał jego zmarznięte policzki i czerwony od zimna czubek kształtnego nosa. Nie przestawał iść. Sam nie wiedział gdzie jego nogi go prowadzą jednak... czy to teraz ważne?
Czy to ważne w sytuacji kiedy osoba którą kochasz tak po prostu zostawia cię samego? Nie... W tej sytuacji nie obchodzi to człowieka. Ważne jest wtedy żeby uciec. Uciec od pieprzonej rzeczywistości i dawnych wspomnień. Wspomnień które nie dają w ogóle spokoju a głowa jest przez nie rozrywana od środka.
Przysiadł na najbliższym kamieniu obok dużego spróchniałego drzewa. Było ono wysokie a jego korony wydawałoby się iż sięgają ku niebu. Ku temu wyśmienicie błękitnemu niebu unoszącemu się nad nami.
W niektórych miejscach pokrytym białymi chmurami niczym wata cukrowa po którą można sięgnąć ręką i zajadać się do woli bez żadnych ograniczeń.
Choć przez chwilę myślał iż jego myśli nabrały trochę kolorowszych barw przypomniał sobie o jej delikatnych rysach twarzy i lekkich piegach. To z jakim pięknym polskim akcentem wypowiadała jego imię.
Głęboko westchnął z trudnością przełykając samotną łzę spływającą po woli po jego policzkach pozostawiając na nich mokry ślad.
-Nie, Niall... Musisz być silny!- powiedział do siebie wstając z nie wygodnego kamienia. Ubrał na oziębłe od spodu stopy Vansy. Wypiął pierś do przodu biorąc kilka głębokich wdechów i ruszył z powrotem do domu.

Rankiem obudził się bardzo nie wypoczęty. Jego oczy były podkrążone a on sam nie wyglądał najlepiej. W końcu jego blada twarz rzucała się bardzo w oczy.
Gdyby nie usłyszał tego charakterystycznego akcentu wypowiadającego jego imię nie przewrócił by się na podłogę powodując ogromny huk roznoszący się po całym pokoju.
-(T.I)!- chłopak z uśmiechem na twarzy podniósł się z puszystego dywanu. Zobaczył ją... Siedziała na flanelowej pościeli obok miejsca gdzie wcześniej blondyn leżał. Próbował dotknąć jej ręki jednak.. ona przenikała przez nią.
-Co jest do cholery?!- zapytał dziewczyny która ukazywała rząd idealnie śnieżnobiałych zębów.
-Niall... To tylko wytwórnia twojej wyobraźni.- zaśmiała się swoim słodkim głosikiem odgarniając kosmyk delikatnych włosów okalających jej bladą twarz.
-Nie rozumiem...- mruknął cicho zasiadając po woli na kremowej sofie na wprost czterdziestodwucalowej plazmy.
-Tak na prawdę mnie tu nie ma... Jestem ale daleko stąd.- tym razem jej różane usta ułożyły się w szyderczy uśmiech a oczy wyraziły uczucie nienawiści. Dlaczego? Tego nie wiedział i nie mógł się już dowiedzieć ponieważ (T.I) zniknęła, a drzwi jego pokoju lekko się uchyliły.
-Niall...- donośny głos Zayn'a dotarł do jego uszu.
-Tak?- podniósł wzrok patrząc na Zayn'a który stał z przybitym wyrazem twarzy w drzwiach.
-Nie powinieneś tak siedzieć w domu i się nad sobą zadręczać. Lepiej chodź. Przejedziemy się do parku.- zaproponował mulat.
-No.. Okey.- uległ mu i wstał z wygodnej sofy zarzucając na swoje barki czerwoną bluzę. Na stopy włożył wysokie adidasy po czym razem z mulatem wyszedł z domu.
Od razu po przekroczeniu progu uderzyło w niego zimne powietrze. Lekko zadrżał i otulił się własnymi rękoma. Na głowę zarzucił kaptur i razem z mulatem ruszył przed siebie w stronę dużego parku pełnego 
zielonych drzew które od razu wytwarzały ciepło rozgrzewające oziębłe ciało człowieka przechadzającego się po ulicach Londynu tak jak teraz on z Zayn'em.
W końcu dotarli w końcu do miejsca do którego zmierzali powolnym krokiem.
Niall od razu usiadł na jednej z ławek obok tego pamiętnego dęba. Dlaczego pamiętnego? To właśnie tu pierwszy raz poczuł jak smakują jej delikatne usta. Pierwszy raz usłyszał od niej te piękne słowo ,,Kocham cię". Teraz jedynie zostały mu po tym tylko wspomnienia. Nic więcej ponieważ jej nie było... Zniknęła a on bał się, że już na zawsze..
Jednak kiedy tylko zobaczył znaną przemykającą mu przed nim sylwetkę zerwał się z miejsca i rozglądnął obracając się w okół własnej osi.
-(T.I)?- powiedział z nie do wierzeniem widząc ją... Tą jedyną. Szeroko się uśmiechnął i ignorując Zayn'a który zaczął przemawiać do blondyna pomknął w stronę ławki przy której na chwilę przystała.
Gdy był już obok niej chwycił lekko jej ramię i obrócił w swoją stronę. Dziewczyna widząc że to właśnie Niall stoi przed nią upuściła butelkę wody którą trzymała w dłoni, tym samym mocząc swoje spodnie. 
-Co ty tu robisz?- zapytała nie przyjemnym dla uszu tonu.
-Dlaczego uciekłaś?- zapytał a w kąciku jego oka pojawiła się przeźroczysta łza.
-Ty się jeszcze pytasz?! Zdradziłeś mnie! I to z tą głupią Ammie!- dziewczyna wykrzyczała mu to w twarz a po jej policzkach spłynęły słone łzy zatrzymując się w jej ustach.
-To nie tak jak myślisz! To ona mnie pocałowała! Ja tego nie chciałem!- potrząsł mocno (T.I).
-Nie wierzę..- mruknęła.
-A to ci pomoże.- lekko musnął jej usta. Dziewczyna pokiwała przecząco głową.
-Ugh..- tupnął mocno nogą i pocałował ją jednak teraz z większym entuzjazmem. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek.
-Kocham cię (T.I).- szepnął przygryzając delikatnie płatek jej ucha.
-Ja ciebie też.- uśmiechnęła się i mocno wtuliła w jego tors od którego biło niesamowitym ciepłem.

Bo miłość przetrwa wszystko... Choćby i te najtrudniejsze chwile...

niedziela, 21 października 2012

004. #Harry - Together through life...# cz.2

Po napisaniu listu wpełzłaś do łazienki. Twoim oczom od razu ukazała się duża srebrna żyletka. Wydawała ci się taka piękna jak miliony dolarów i góra złota...
Chwyciłaś ją do rąk i zachwycona zaczęłaś przewracać nią między palcami. Od razu z twoich palców polała się soczyście czerwona ciecz krwi. Lekko zlizałaś ją i spojrzałaś na swój brzuch.
Tak bardzo nie chciałaś zabijać tej małej istotki która miała przyjść nie długo na świat jednak nie miałaś innego wyboru. Nie chciałaś już żyć... Jedyne czego chciałaś to skończyć ze sobą raz na zawsze.
Najpierw jednym zwinnym ruchem delikatnie przejechałaś po swoim nadgarstku. Widok krwi zmotywował cię do dalszego działania. Chciałaś poczuć większy ból dlatego zrobiłaś głębszą ranę.
Znów widok tej czerwonej cieszy która cieszyła twoje oczy jak nic innego. Tym razem zaczęłaś nałogowo przejeżdżać żyletką po obydwu nadgarstkach.
W końcu przyszedł czas na finał. W twojej głowie zawirowało niczym w dużym wirze na środku oceanu.
Zsunęłaś się na zimne kafelki ściskając jedną ręką materiał swojej bluzki. Teraz nie miłosierny ból przeszywał cię na wylot. Ból nie ustępował a ty czułaś jak po woli odlatujesz.
Ciężko wciągnęłaś powietrze przez nos. Poczułaś go... Jego perfumy... Ten specyficzny zapach który zawsze towarzyszył ci kiedy byłaś blisko niego.
-Harry..?- szepnęłaś ostatkiem sił widząc postać przed tobą.
-(T.I) błagam cię nie zamykaj oczu! Zaraz będzie karetka...- jego ciepły dotyk i ciarki na plecach.
-Ja... Ja już nie mogę. Harry... Kocham cię.- wypowiedziałaś ostatnie słowa. Po raz ostatni zaczerpnęłaś powietrza i zasnęłaś... Jak przypuszczałaś już na zawsze.

***Harry***

Zamknęła powieki, a jej twarz zbladła. Poczułem jak moje oczy stają się pełne łez.
-(T.I).- szepnąłem jeżdżąc ręką po jej zimnym policzku.
Przyszedłem tutaj z okazji naszej rocznicy. Chciałem ją przeprosić, błagać o to żeby mi wybaczyła. Jednak zastałem tylko otwarte na oścież drzwi łazienki i jej bezwładnie leżące na kafelkach ciało. 
Teraz już płakałem jak małe dziecko. Chowałem swoją twarz w dłonie próbując nie patrzeć na jej twarz. Bałem się w końcu najgorszego.
W końcu karetka podjechała pod dom. Wbiegli do środka i od razu wypędzili mnie z łazienki gdzie leżała.
Moim oczom ukazała się kartka a obok niej karteczka z napisem ,,Mamo przekaż to Harremu". Wziąłem tą karteczkę do rąk i wsadziłem do kieszeni spodni po czym razem z karetką pogotowia udałem się do szpitala.

Przed salą zająłem jedno z krzesełek i wyciągnąłem z spodni kartkę którą tam schowałem. Zacząłem ją czytać co spowodowało dodatkowe łzy w moich oczach.
-W... ciąży?- powtórzyłem cicho dowiadując się tej rzeczy. Moja mała, malutka Darcy... Nie wierzyłem.
Z jednej strony byłem wściekły. Jak (T.I) mogła się zabić zabijając przy tym moją córeczkę?! Z drugiej jednak strony zrozumiałem co zrobiłem źle ten rok temu... Tak na prawdę kocham ja i nigdy nie przestałem.
Jeśli ona umrze to ja też umrę... Bo ona jest moim sercem a bez serca człowiek nie może żyć.
W końcu z sali wyszedł lekarz.
-Co z nią?- rzuciłem się na niego w pośpiechu.
-Na szczęście w porę pan zadzwonił na pogotowie. Sekunda więcej a byłoby po niej....- powiedział i pogładził swoją długą brodę.
-Mógłbym wejść do niej?- zapytałem z nadzieją.
-Oczywiście.- uśmiechnął się półgłębkiem. Odwzajemniłem uśmiech i wparowałem do sali. Nie miły zapach od razu dotarł do moich płuc powodując odruchy wymiotne nadciągające do mojego organizmu.
Stałem jak słup wpatrując się w nią... Jak zwykle była piękna... Te jej piękne tęczówki i rumiane policzki zawsze powodowały na mojej twarzy szeroki uśmiech. Tak było i tym razem.
-(T.I).- szepnąłem i podszedłem bliżej niej by poczuć dotyk jej dłoni. Jej delikatny oddech.
-Po co wzywałeś tą cholerną karetkę?!- obróciła głowę w stronę okna unikając za wszelką cenę mojego spojrzenia.
-Nie mogłem pozwolić ci odejść z tego świata. Jeszcze nie teraz...- ścisnąłem jej dłoń.
-Nie twoja sprawa co chcę robić ze swoim życiem.- powiedziała zimnym niczym lód tonem i z nienawiścią w oczach spojrzała na moja osobę.
-Właśnie, że moja...- nacisnąłem na te słowa.
-Nie nie twoja. Mogę skoczyć z mostu zrobić co mi się podoba ale to i tak nie twoja sprawa.
-Właśnie, że jest to moją sprawą! Chciałaś zabić moje dziecko!- podniosłem ton.
-I tak być go nie chciał! Zostawiłbyś je tak jak zrobiłeś to ze mną!- zaczęła płakać.
Zabolało... I to bardzo. Poczułem jakby ktoś przebił moje serce włócznią.
-Cii...- uspokoiłem ją przytulając do swojego torsu. Dziewczyna zaczęła wypłakiwać się w moją koszulkę.
-Już cicho. Jestem przy tobie i zawsze będę... Kocham cię kochanie...- delikatnie złożyłem pocałunek na jej malinowych ustach. Tak bardzo mi tego brakowało....

Bo miłość przezwycięża wszystko, nieprawdaż?

***Miesiąc później***

Urodziłaś małą córeczkę - Darcy. Dziewczynka była bardzo podobna do swojego tatusia. Miała piękne zielone oczka, brązowe loczki i słodkie dołeczki. 
Tworzyliście wspaniałą rodzinkę. Teraz dopiero zaczęłaś myśleć nad tym co by się stało gdyby Harry wtedy nie zadzwonił po pogotowie. Na pewno nie było by już ciebie na tym świecie... Ciebie i tej małej istotki która nie była absolutnie niczemu winna.

sobota, 20 października 2012

003. #Harry - Together through life...# cz. 1

Przepraszam że długo nie dodawałam Imaginów jednak nie miałam pomysłów. Jeszcze raz przepraszam.
---------------------------------------------------------------------------
"Stajemy się dla siebie coraz surowsi, jakbyśmy szli na wojnę. Stajemy się dla siebie coraz bardziej szorstcy, wciąż wszystkim rzucamy i trzaskamy drzwiami. Popadamy w tą cholerną patologię, sami się w tym pogubiliśmy. Popadamy w chorobę, wiem, że nie możemy nadal tego robić..."


*** Rok wcześniej***

-Nie wiem czy ten związek ma sens... Nie mamy już dla siebie czasu.- powiedział Harry i obrócił się do ciebie plecami patrząc smętnym wzrokiem w okno.
-Harry co ty wygadujesz?- podniosłaś się z jego łóżka i podeszłaś do niego. Próbowałaś przytulić go od tyłu jednak on odepchnął cię.
-Myślę, że lepiej będzie jak każde z nas pójdzie w swoją stronę.- odpowiedział chłopak a z jego oczu poleciały łzy.
-Ale Harry... Ja cię kocham.- szepnęłaś.
-(T.I) ja ciebie też ale to nie ma sensu.- westchnął i lekko ucałował cię w usta.
-Nie wierzę że to właśnie robisz. Wiesz co... Do nie zobaczenia!- krzyknęłaś i wybiegłaś z jego pokoju tak szybko jak tylko potrafiłaś.
Jeszcze nie docierało do ciebie to co przed chwilą się wydarzyło. Te 3 lata na budowaniu tego związku poszły na marne. Wszystko zaprzepaścił ten głupi zespół Harrego. Teraz to jemu poświęcał tyle czasu co dawniej a tobie prawie, że w ogóle. Stałaś się dla niego nie widzialna na którą można przez przypadek nadepnąć i podeptać jednak nadal nie widzieć. Poczuć zapach i dotyk jednak nadal nie widzieć.
W głowie utknęły ci słowa ,,Nie mamy już dla siebie czasu". Te słowa były dla ciebie nie zrozumiałe. Przecież to on nie miał w ogóle czasu. Ty dla niego jak najbardziej. Zawsze o każdej porze dnia znalazłaś dla niego chociaż chwilę. Chciałaś choć te 5 minutek pobyć z nim. Poczuć specyficzny zapach jego perfum i dotyk jego ciepłej, zawsze tak bardzo delikatnej skóry.
-(T.I)!- usłyszałaś swoje imię zza pleców. Lekko się obróciłaś chociaż dobrze wiedziałaś, że to Harry który będzie błagał się o wybaczenie i zostanie dobrymi przyjaciółmi. Lecz ty wiedziałaś, że to nie ma szans. Nie chciałaś cierpieć wiedząc, że to tylko idiotyczna przyjaźń...
-Idź już do swoich chłopaków. Ja się najwidoczniej dla ciebie nie liczę.- burknęłaś kiedy chłopak podniósł już kącik ust by wypowiedzieć choćby jedno najmniejsze słowo którym zapewne miało być ,,Przepraszam"...
-Nie bądź zła. Zostańmy po prostu przyjaciółmi.- tak jak przypuszczałaś. Chłopak wypowiedział te słowa i jeszcze bezczelnie się uśmiechnął co doprowadziło cię już do ostateczności.
-Nie.... Przede mną nie stoi ten Harry. Przede mną stoi obca mi osoba.- powiedziałaś łamiącym się głosem i po woli oddaliłaś się od loczka którego mina nie wyrażała niczego oprócz smutku i poczucia winy...


***Teraz***

Zapomniałaś o Harrym i wszystkim co cię z nim łączyło. Chociaż często spotykałaś go na ulicach gdzie błagał cię o wybaczenie udawałaś, że go nie znasz. Omijałaś okrągłym łukiem tą osobę która złamała ci serce. A złamane serce trudno jest znów skleić w całość. Tak jak ze stłuczonym wazonem... Próbujemy go skleić znów w ten piękny wazon spoczywający na komodzie w przed pokoju jednak nie wychodzi nam to. I już nigdy nie wyjdzie bo trudno z miliona kawałków znów zlepić całość.
Dlatego twoje serce przypominało ci stłuczony wazon. Teraz jest w milionach kawałeczków które próbujesz skleić znów w to bijące zawzięcie dla tego jedynego, serce jednak się nie udaje i trudno żeby się udało....

Dzisiaj dokładnie mijałaby 4 rocznica twojego związku z Harrym. Jednak teraz to była przeszłość. Ten związek był już w archiwum twojego życia. Był on teraz tylko mitem przelatującym od czasu do czasu w twojej głowie.
Jednak dzisiaj... Dzisiaj znów dawne wspomnienia powróciły. Wszystkie chwile spędzone razem. Te złe jak i dobre których było mnóstwo.
Twoją głowę rozrywało od środka. Te wszystkie myśli napełniały ją jak balon powietrzem. Balon rósł i rósł aż w końcu pękał. Ty teraz czułaś że twoja głowa jest takim balonem. Napełniała się myślami aż w końcu dochodziło do ostateczności i o mało a nie pękała.
Ułożyłaś się na łóżku i zaczęłaś płakać. Teraz nie umiałaś już powstrzymać łez które strumieniem ociekały z twoich bladych policzków. Byłaś bez silna. Nie potrafiłaś od tak zatamować swoich łez.
W końcu wstałaś i podeszłaś do blatu kuchni. Wzięłaś kartkę i długopis do prawej ręki.
Teraz uświadomiłaś sobie jak bardzo za nim tęsknisz. Jak bardzo brakuje ci dotyku jego delikatnych ust.
Wzięłaś drugą kartkę i napisałaś ,,Mamo przekaż to Harremu" po czym zaczęłaś bazgrać coś na drugiej kartce co utrudniały ci łzy których zamiast coraz mniej było jeszcze więcej.

,,Drogi Harry...
Jeśli to czytasz to nie ma mnie już na tym świecie. Wiedz, że to wszystko przez to, że tak naprawdę nie potrafię bez ciebie żyć. Próbuję sobie wmówić, że jesteś już przeszłością ale tak na prawdę moje uczucie do ciebie nigdy nie wygasło. Zawsze w moim sercu zostałeś ty i a pewno w nim zostaniesz.
Przepraszam, że nie powiedziałam ci o tym, że... Miałam urodzić twoją córkę. Byłam w 8 miesiącu ciąży. Wiem... Jestem idiotką, że nie powiedziałam ci o tym, że urodzę twoje dziecko jednak ty na pewno byś jej nie zaakceptował. Chciałam dać jej na imię Dracy.. Wiem jak bardzo chciałeś żeby tak miała na imię twoja córka.
Ale teraz razem z Darcy jesteśmy szczęśliwe i nie będziemy ci już przeszkadzać w dalszej karierze. 
Jeszcze raz cię przepraszam i... Kocham cię Harry ale teraz nadszedł czas się pożegnać.
Kocham cię <333
Żegnaj Harry"....

wtorek, 2 października 2012

002. #Liam - Farewell#

 Beczałam kiedy opisywałam spacer który rozdzielił ich na zawsze :(. I przyznaję że nadal beczę.
PS. Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
PS.2 - cieszymy się bo zdjęli mi gips! Ale jeszcze mi coś włożyli na dwa tygodnie na palca grrr... -.- 
-----------------------------------------------------------------------------------

I teraz Twoja cała miłość jest zmarnowana?
Wiec kim do cholery byłam Ja?
Ponieważ teraz spalam wszystkie mosty
Na końcu Twoich wszystkich kłamstw.

Dokładnie dzisiaj mijały 2 lata odkąd razem z Liamem zostaliście parą. Choć są to calutkie 2 lata wasza miłość staje się coraz silniejsza a z każdym dniem czujesz że kochasz go jeszcze bardziej niż dzień wcześniej.
Specjalnie w waszą 2 rocznicę Liam coś przygotował... Właśnie 'COŚ'. Nie chciał ci zdradzić co to choć błagałaś go na kolanach całując jak totalna idiotka jego stopy. Oczywiście jak zwykle był nie ugięty i nie pisnął nawet słówka.Chłopcy też oczywiście nic ci nie powiedzieli.
Liam kazał ci punkt 19:00 znaleźć się w parku. Pierwsza twoja myśl brzmiała ,,No chyba go pojebało. Nie będę wieczorem łazić po parku!". Jednak szybko od goniłaś te myśli i zaczęłaś układać miliony scenariuszy związanych z dzisiejszym wieczorem który wiedziałaś że na pewno będzie udany.

Zeszłaś na dół i weszłaś do salonu gdzie siedzieli wszyscy oprócz Liama który już godzinę wcześniej przed tobą opuścił dom.
Chłopcy wlepili w ciebie oczy a Harry zaczął się ślinić.
-Co jest?- zapytałaś rozbawiona ich minami. Od razu się ocknęli a Harry wytarł gębę od śliny.
-Wyglądasz bosko.- uśmiechnął się loczek na co dostał od Nialla z łokcia.
-Dziękuję.- lekko się zarumieniłaś i podeszłaś do dużego lustra w korytarzu by oglądnąć się po raz ostatni przed wyjściem z domu. Oglądnęłaś się dokładnie.
Długie włosy spięte były w wysokiego koka ozdobionego czerwoną kokardą która świetnie komponowała się z twoimi lekko zaróżowionymi policzkami. Oczy pociągnięte były eyeliner a usta malinową szminką która dodawała ci większego uroku. Twoje usta wyglądały wtedy na większe i pełniejsze. Rzęsy podkreśliłam mocno czarnym tuszem.
Ubrana byłaś w błękitną sukienkę która sięgała do połowy kolan. Ozdobiona była czarnym paskiem z ćwiekami które zawsze dopełniały twoje stroje. Na nogi ubrałaś zwykłe szafirowe baletki. Na ramiona zarzucony miałaś jeszcze kremowy, przewiewny sweterek.
-Dobra chłopaki ja idę! Nie pozabijajcie się!- krzyknęłaś wychodząc. Gdy tylko wyszłaś z domu poczułaś jak przechodzi przez twoje ciało nie miły dreszcz spowodowany zimnem które panowało na dworze.
Twoje policzki znów stały się czerwone jak płomień ognia tym razem wywołany zimnym wiaterkiem który powiewał na twoją twarz. Rozpuściłaś włosy z nadzieją że chociaż one otulą twoją twarz przez co będzie ci cieplej. Wiatr szarpał je kołysząc na wszystkie strony więc twój pomysł jednak nie wypalił.
Ruszyłaś pustym chodnikiem w stronę parku. Drogę do niego znałaś na pamięć więc nie musiałaś się martwić że w tą ciemną noc zabłądzisz.
W końcu znalazłaś się w celu. Stanęłaś przy wejściu i po woli przekroczyłaś jego próg. Teraz znalazłaś się pomiędzy milionami drzew i nie wielkich stawów na których teraz nie widniała ani jedna kaczka.
Szłaś tak poszukując Liama wzrokiem dopóki ktoś nie zakrył twoich oczu. Pomyślałaś że broń boże może to jakiś gwałciciel więc użyłaś ciosu karate którego nauczyłaś się od swojego kolegi z klasy. Popatrzyłaś na leżącego pod twoimi nogami chłopaka.
-O matko Liam! Nic ci nie jest?!- krzyknęłaś kiedy zobaczyłaś że to Liam był rzekomym gwałcicielem.
-Gdybym wiedział, że tak zareagujesz odpuścił bym sobie zakrywanie oczu.- powiedział chłopak wstając z ziemi i masując swoje plecy. Cicho zaśmiałaś się z tej sytuacji i chwyciłaś rękę Liama.
-No to co dziś przygotowałeś?- zapytałaś z uśmiechem.
-Ale obiecaj mi że kiedy zasłonię ci oczy nie będziesz robić żadnych uników?- odpowiedział pytaniem.
-Postaram się 'gwałcicielu'.- zaśmiałaś się. Liam zakrył twoje oczy i gdzieś zaczął cie prowadzić. W końcu zabrał swoje łapska. Zobaczyłaś duży stolik i 2 krzesła. Stół ten otoczony był skrzypkami którzy przygrywali wam.
-Liam... To jest piękne.- wydusiłaś po chwili ciszy i mocno przytuliłaś go.
-Wszystko dla ciebie.- złożył całus na twoich ustach i odsunął krzesło wskazując ręką abyś usiadła. Wykonałaś jego polecenie po czym zabraliście za zjadanie kolacji i rozmawianie...
Po kilkunastu minutach Liam zaproponował spacer. Zgodziłaś się.


Szliście w ciszy ciesząc się chwilą spędzoną razem. Czułaś jednak że coś złego się wydarzy. Coś ci nie pasowało. Nie chciałaś jednak mówić o tym Liamowi.
Twoje obawy jednak się spełniły.
Przed wami nagle pojawił się chłopak cały ubrany na czarno. W ręce trzymał scyzoryk.
-Kasa albo śmierć.- powiedział na widok twojej torebki. 
-Zostaw ją.- powiedział Liam stając przed tobą.
-Dawaj kasę!- darł się tamten. Gdy Liam znów się nie zgodził do twoich uszu dotarł okropny krzyk. Otworzyłaś oczy które zamknęłaś i... zobaczyłaś bezwładnie osuwające się na ziemię ciało Liama.
-Liam!-krzyknęłaś od razu wylewając morze łez. Chłopak który stał przed ciałem Liama zbladł. Jego mina wyglądała na zszokowaną.
-Zabiłem go!- krzyknął przerażony i z ręki wypuścił scyzoryk po czym wyciągnął z kieszeni komórkę w pośpiechu dzwoniąc na pogotowie i policję. Bardzo zdziwiłaś się w chwili w której chłopak przyznał się do tego co zrobił chwilę wcześnie. Teraz jednak liczyło się to żeby Liam jednak żył.
Po 15 minutach karetka zjawiła się na miejscu. W okół Liama pojawiło się mnóstwo lekarzy.
Jeden wstał i głęboko westchnął patrząc na ciebie. 
-Zgon, 20:35. Przykro mi...- powiedział. Ciało Liama włożyli do czarnego worka który po woli zaczęli zasuwać. 
Nie wytrzymałaś. Podbiegłaś do scyzoryka który leżał koło twojego ukochanego. Przyłożyłaś go do tego samego miejsca w którym wbity miał go Liam.
-(T.I) co ty robisz?!- usłyszałaś głos Harrego. Spojrzałaś za siebie i ujrzałaś całą czwórkę chłopaków. Brakowało tego jednego który już nigdy miał przy nich nie stanąć. 
-Nie chcę żyć bez Liama.- odpowiedziałaś. 
-Nie rób nam tego! Czy to nie wystarczy że straciliśmy jego?!- powiedział łamiącym się głosem loczek. Nie odpowiedziałaś mu tylko zaczęłaś płakać jeszcze bardziej zbliżając scyzoryk do miejsca w którym znajdowało się serce. To właśnie w to miejsce został dźgnięty Liam. W to miejsce w którym znajdowało się serce przepełnione miłością do ciebie. 
-(T.I) Nie rób tego bo cię kocham!- krzyknął przeraźliwie głośno Harry. Spojrzałaś na niego z szokiem.
-Nigdy tego nie odwzajemnię co jest następnym powodem żeby zrobić to...!- wrzasnęłaś na cały Londyn i.. i wbiłaś scyzoryk w sam środek swojego serce.
Twoje ciało opadło na beton.

*Chłopcy*
Patrzyli na twoje bezwładnie opadające ciało. Harry poczuł ogromne ukłucie w sercu i podbiegł do twojego martwego ciała. 
-(T.I) nie rób mi tego! Otwórz oczy!- krzyczał chłopak jednak na marne. Ty teraz z Liamem byliście tam u góry. Szczęśliwi jak nigdy. Wreszcie mogliście być razem już na zawsze...

 Dalej, powiedz mi biedna miłości co się tam stało
Nakarm się nadzieją z chudej piersi.
 Posępny ładunek jest pełny, więc zwolnij przy rozstaniu.

poniedziałek, 1 października 2012

001. #Louis - Stupid In Love#

Akcja Imagina dzieje się w Boże Narodzenie jednocześnie urodziny Louisa.
--------------------------------------------------------------------------------

Przyszłam tutaj tylko po to, żeby zobaczyć
Co byś zrobił gdybym
Dała ci szansę
Wszystko naprawić

Przysiadłaś na najbliższej ławce w parku i schowałaś twarz w ręce. To nie mogła być prawda. Zawsze myślałaś, że Louis cię kocha a tym czasem zdradzał cię z tą wstrętną Eleanor. Kiedy pomyślałaś tylko o tym co przed chwilą się wydarzyło ciarki przechodziły przez całe twoje ciało.

'Szczęśliwa wracałaś z Centrum Handlowego w którym kupiłaś prezent dla Louisa. Dokładnie dziś Louis miał swoje okrągłe 20 urodziny. Chciałaś żeby zapamiętał je na długo dlatego już od miesiąca wszystko przygotowywałaś. Teraz jedyne co ci zostało to prezent o który nie musiałaś się już martwić.
Weszłaś do domu i rozglądnęłaś się po nim.
-Louis?- zawołałaś ale chłopak nie odpowiadał. Poszłaś zatem na górę.
-Louis...- powtórzyłaś jednak nadal panowała cisza. Zdziwiona tym lekko uchyliłaś drzwi jego pokoju.
Zobaczyłaś w nim Lou i Eleanor którzy całowali się nie przerywając czynności choć już po chwili byłaś na środku jego pokoju.
-Co ty wyprawiasz?!- krzyknęłaś na co Louis szybko zrzucił z siebie brunetkę i wstał na równe nogi.
-To nie tak jak myślisz...- zaczął się tłumaczyć. Oczywiście. Najlepiej wymyślić sobie jakąś gadkę - szmatkę z pewnością, że się na nią ktoś nabierze. Jednak ty wiedziałaś swoje. Zdradzał cię... Zdradzał cię z tym gadem który jeszcze szyderczo się do siebie uśmiechnął.
-Jesteś podłym draniem!- rzuciłaś w chłopaka paczką którą trzymałaś w ręce i wybiegłaś jak najszybciej z domu.'

Teraz siedziałaś sama w parku. Sama w Boże Narodzenie. Zdecydowanie to były najgorsze święta w twoim życiu. A dzisiejszy dzień miał być taki cudowny. Dokładnie teraz o 19:00 miała zacząć się impreza urodzinowa Lou którą sama przygotowałaś. Pozapraszałaś ludzi, tak pięknie jak tylko się dało udekorowałaś salę. Teraz jednak wszystko poszło na marne. Twoje starania przepadły.
Usłyszawszy kolędy podniosłaś głowę i otarłaś oczy. Ściemniło się co dodało uroku Londynie który teraz przepełniony był głosem kolęd, świecącymi się światełkami, dekoracjami i szczęśliwymi rodzinami które w domach rozmawiały o wszystkich rzeczach jakie wydarzyły się w roku.
Wsłuchiwałaś się w nie z ogromną ciekawością. Wyobrażałaś sobie ciebie i chłopaków śmiejących się dziś przy dużym stole. Na sam ten obraz mimowolnie się uśmiechnęłaś jednak nadal czułaś rozpacz i skruchę.
Nagle doszły cię znów kolędy jednak głos który zbliżał się w twoją stronę wydawał ci się bardzo znajomy.
-(T.I)!- usłyszałaś swoje imię i spojrzałaś do tyłu. Zamurowało cię.
Klęczał przed tobą Louis z czerwonymi różami w ręku. Lekko się uśmiechał choć widziałaś w jego oczach smutek. Za dobrze go znałaś żeby potrafić rozróżnić jego uczucia.
-Co jest..- nie dokończyłaś ponieważ Louis wskazał na duży wieżowiec. Na jego szczycie widniało twoje i Louisa zdjęcie a pod nim napis 'Merry Me?'.
Spojrzałaś zszokowana na pasiaka. Teraz już się uśmiechał a jego oczy iskrzyły się. Pełne były miłości i nadziei.
-To jakiś głupi żart?- zapytałaś jednak Tomlinson przecząco pokiwał głową.
-Ale Louis... Ty mnie zdradziłeś...- powiedziałaś ciszej niż przed chwilą.
-(T.I) tylko ty możesz być moim prezentem urodzinowym. Chcę żeby to były moje najlepsze urodziny w życiu i najlepsze święta jakie kiedykolwiek były przez moje denne 20 lat.- powiedział i podniósł się ze śniegu.
-Ooouu.. Louis.- podeszłaś do chłopaka. Chciał cie pocałować jednak ktoś wrzucił was do dużej górki śniegu.
-Harry!- krzyknęłaś.
-Nie przeszkadzajcie sobie gołąbeczki.- zaśmiał się i usunął z miejsca w którym stał.
-A więc. Wciąż czekam na odpowiedź.- westchnął Lou.
-Tak, głuptasie. Za bardzo cię kocham żeby się nie zgodzić.- złożyłaś pocałunek na jego ustach i uśmiechnęłaś się do niego. A jednak... To były najlepsze święta w twoim życiu! A ten prezent jest zapewne o wiele lepszy od twojego wcześniejszego prezentu...
Razem z chłopakami wróciliście do domu zasiadając przy pięknie przyozdobionym stole. Razem śpiewaliście kolędy i wspominaliście wszystkie spędzone ze sobą chwilę.
Później razem z Louim przysiedliście pod choinką. Położyłaś głowę na jego ramieniu.
-Kocham cię Louis.- szepnęłaś.
-Ja ciebie też kochanie.- pocałował cię w czoło i wstał z ziemi wracając do salonu do chłopaków.
Ty podeszłaś do okna i spojrzałaś na niebo.
-Dziękuję że zesłałaś na moją drogę Louisa.- powiedziałaś wpatrując się w pełne migoczących gwiazd niebo. Wiedziałaś że to tylko zasługa twojej zmarłej 2 lata temu mamy...
Głęboko wzdychając odeszłaś od okna i wróciłaś do chłopaków...
,,Tak... To moja rodzina.."- pomyślałaś patrząc na wygłupiających się twoich kochanych idiotów.

Bóg wie, co kryje się w tych słabych i zapadniętych oczach
Gorejący tłum milczących aniołów
Daje miłość i nie chce nic w zamian...