niedziela, 21 października 2012

004. #Harry - Together through life...# cz.2

Po napisaniu listu wpełzłaś do łazienki. Twoim oczom od razu ukazała się duża srebrna żyletka. Wydawała ci się taka piękna jak miliony dolarów i góra złota...
Chwyciłaś ją do rąk i zachwycona zaczęłaś przewracać nią między palcami. Od razu z twoich palców polała się soczyście czerwona ciecz krwi. Lekko zlizałaś ją i spojrzałaś na swój brzuch.
Tak bardzo nie chciałaś zabijać tej małej istotki która miała przyjść nie długo na świat jednak nie miałaś innego wyboru. Nie chciałaś już żyć... Jedyne czego chciałaś to skończyć ze sobą raz na zawsze.
Najpierw jednym zwinnym ruchem delikatnie przejechałaś po swoim nadgarstku. Widok krwi zmotywował cię do dalszego działania. Chciałaś poczuć większy ból dlatego zrobiłaś głębszą ranę.
Znów widok tej czerwonej cieszy która cieszyła twoje oczy jak nic innego. Tym razem zaczęłaś nałogowo przejeżdżać żyletką po obydwu nadgarstkach.
W końcu przyszedł czas na finał. W twojej głowie zawirowało niczym w dużym wirze na środku oceanu.
Zsunęłaś się na zimne kafelki ściskając jedną ręką materiał swojej bluzki. Teraz nie miłosierny ból przeszywał cię na wylot. Ból nie ustępował a ty czułaś jak po woli odlatujesz.
Ciężko wciągnęłaś powietrze przez nos. Poczułaś go... Jego perfumy... Ten specyficzny zapach który zawsze towarzyszył ci kiedy byłaś blisko niego.
-Harry..?- szepnęłaś ostatkiem sił widząc postać przed tobą.
-(T.I) błagam cię nie zamykaj oczu! Zaraz będzie karetka...- jego ciepły dotyk i ciarki na plecach.
-Ja... Ja już nie mogę. Harry... Kocham cię.- wypowiedziałaś ostatnie słowa. Po raz ostatni zaczerpnęłaś powietrza i zasnęłaś... Jak przypuszczałaś już na zawsze.

***Harry***

Zamknęła powieki, a jej twarz zbladła. Poczułem jak moje oczy stają się pełne łez.
-(T.I).- szepnąłem jeżdżąc ręką po jej zimnym policzku.
Przyszedłem tutaj z okazji naszej rocznicy. Chciałem ją przeprosić, błagać o to żeby mi wybaczyła. Jednak zastałem tylko otwarte na oścież drzwi łazienki i jej bezwładnie leżące na kafelkach ciało. 
Teraz już płakałem jak małe dziecko. Chowałem swoją twarz w dłonie próbując nie patrzeć na jej twarz. Bałem się w końcu najgorszego.
W końcu karetka podjechała pod dom. Wbiegli do środka i od razu wypędzili mnie z łazienki gdzie leżała.
Moim oczom ukazała się kartka a obok niej karteczka z napisem ,,Mamo przekaż to Harremu". Wziąłem tą karteczkę do rąk i wsadziłem do kieszeni spodni po czym razem z karetką pogotowia udałem się do szpitala.

Przed salą zająłem jedno z krzesełek i wyciągnąłem z spodni kartkę którą tam schowałem. Zacząłem ją czytać co spowodowało dodatkowe łzy w moich oczach.
-W... ciąży?- powtórzyłem cicho dowiadując się tej rzeczy. Moja mała, malutka Darcy... Nie wierzyłem.
Z jednej strony byłem wściekły. Jak (T.I) mogła się zabić zabijając przy tym moją córeczkę?! Z drugiej jednak strony zrozumiałem co zrobiłem źle ten rok temu... Tak na prawdę kocham ja i nigdy nie przestałem.
Jeśli ona umrze to ja też umrę... Bo ona jest moim sercem a bez serca człowiek nie może żyć.
W końcu z sali wyszedł lekarz.
-Co z nią?- rzuciłem się na niego w pośpiechu.
-Na szczęście w porę pan zadzwonił na pogotowie. Sekunda więcej a byłoby po niej....- powiedział i pogładził swoją długą brodę.
-Mógłbym wejść do niej?- zapytałem z nadzieją.
-Oczywiście.- uśmiechnął się półgłębkiem. Odwzajemniłem uśmiech i wparowałem do sali. Nie miły zapach od razu dotarł do moich płuc powodując odruchy wymiotne nadciągające do mojego organizmu.
Stałem jak słup wpatrując się w nią... Jak zwykle była piękna... Te jej piękne tęczówki i rumiane policzki zawsze powodowały na mojej twarzy szeroki uśmiech. Tak było i tym razem.
-(T.I).- szepnąłem i podszedłem bliżej niej by poczuć dotyk jej dłoni. Jej delikatny oddech.
-Po co wzywałeś tą cholerną karetkę?!- obróciła głowę w stronę okna unikając za wszelką cenę mojego spojrzenia.
-Nie mogłem pozwolić ci odejść z tego świata. Jeszcze nie teraz...- ścisnąłem jej dłoń.
-Nie twoja sprawa co chcę robić ze swoim życiem.- powiedziała zimnym niczym lód tonem i z nienawiścią w oczach spojrzała na moja osobę.
-Właśnie, że moja...- nacisnąłem na te słowa.
-Nie nie twoja. Mogę skoczyć z mostu zrobić co mi się podoba ale to i tak nie twoja sprawa.
-Właśnie, że jest to moją sprawą! Chciałaś zabić moje dziecko!- podniosłem ton.
-I tak być go nie chciał! Zostawiłbyś je tak jak zrobiłeś to ze mną!- zaczęła płakać.
Zabolało... I to bardzo. Poczułem jakby ktoś przebił moje serce włócznią.
-Cii...- uspokoiłem ją przytulając do swojego torsu. Dziewczyna zaczęła wypłakiwać się w moją koszulkę.
-Już cicho. Jestem przy tobie i zawsze będę... Kocham cię kochanie...- delikatnie złożyłem pocałunek na jej malinowych ustach. Tak bardzo mi tego brakowało....

Bo miłość przezwycięża wszystko, nieprawdaż?

***Miesiąc później***

Urodziłaś małą córeczkę - Darcy. Dziewczynka była bardzo podobna do swojego tatusia. Miała piękne zielone oczka, brązowe loczki i słodkie dołeczki. 
Tworzyliście wspaniałą rodzinkę. Teraz dopiero zaczęłaś myśleć nad tym co by się stało gdyby Harry wtedy nie zadzwonił po pogotowie. Na pewno nie było by już ciebie na tym świecie... Ciebie i tej małej istotki która nie była absolutnie niczemu winna.

3 komentarze:

  1. To jest wspaniałe! A przeczytasz mojego nowego bloga (właściwie to dwa)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Przeczytam jednego ponieważ nie lubię kryminałów a z tego co widziałam drugi jest o tym. Nie myślę się ?
      Ale drugiego przeczytam ;) Właściwie czytałam już prolog więc został jeszcze tylko 1 rozdział :)

      Usuń
    2. Wiem, zę to kryminał, ale może akurat ci się spodoba :) Nikt nie paczy chyba na razie, bo nikt nie komentuje, przeczytaj chociaż prolog, a jak ci siś spodoba to rozdział pierwszy, lub może oglądnij zwiastun?

      Usuń