Akcja Imagina dzieje się w Boże Narodzenie jednocześnie urodziny Louisa.
--------------------------------------------------------------------------------
Przyszłam tutaj tylko po to, żeby zobaczyć
Co byś zrobił gdybym
Dała ci szansę
Wszystko naprawić
Przysiadłaś
na najbliższej ławce w parku i schowałaś twarz w ręce. To nie mogła być
prawda. Zawsze myślałaś, że Louis cię kocha a tym czasem zdradzał cię z
tą wstrętną Eleanor. Kiedy pomyślałaś tylko o tym co przed chwilą się
wydarzyło ciarki przechodziły przez całe twoje ciało.
'Szczęśliwa
wracałaś z Centrum Handlowego w którym kupiłaś prezent dla Louisa.
Dokładnie dziś Louis miał swoje okrągłe 20 urodziny. Chciałaś żeby
zapamiętał je na długo dlatego już od miesiąca wszystko przygotowywałaś.
Teraz jedyne co ci zostało to prezent o który nie musiałaś się już
martwić.
Weszłaś do domu i rozglądnęłaś się po nim.
-Louis?- zawołałaś ale chłopak nie odpowiadał. Poszłaś zatem na górę.
-Louis...- powtórzyłaś jednak nadal panowała cisza. Zdziwiona tym lekko uchyliłaś drzwi jego pokoju.
Zobaczyłaś w nim Lou i Eleanor którzy całowali się nie przerywając czynności choć już po chwili byłaś na środku jego pokoju.
-Co ty wyprawiasz?!- krzyknęłaś na co Louis szybko zrzucił z siebie brunetkę i wstał na równe nogi.
-To
nie tak jak myślisz...- zaczął się tłumaczyć. Oczywiście. Najlepiej
wymyślić sobie jakąś gadkę - szmatkę z pewnością, że się na nią ktoś
nabierze. Jednak ty wiedziałaś swoje. Zdradzał cię... Zdradzał cię z tym
gadem który jeszcze szyderczo się do siebie uśmiechnął.
-Jesteś podłym draniem!- rzuciłaś w chłopaka paczką którą trzymałaś w ręce i wybiegłaś jak najszybciej z domu.'
Teraz
siedziałaś sama w parku. Sama w Boże Narodzenie. Zdecydowanie to były
najgorsze święta w twoim życiu. A dzisiejszy dzień miał być taki
cudowny. Dokładnie teraz o 19:00 miała zacząć się impreza urodzinowa Lou
którą sama przygotowałaś. Pozapraszałaś ludzi, tak pięknie jak tylko
się dało udekorowałaś salę. Teraz jednak wszystko poszło na marne. Twoje
starania przepadły.
Usłyszawszy kolędy podniosłaś głowę i otarłaś
oczy. Ściemniło się co dodało uroku Londynie który teraz przepełniony
był głosem kolęd, świecącymi się światełkami, dekoracjami i szczęśliwymi
rodzinami które w domach rozmawiały o wszystkich rzeczach jakie
wydarzyły się w roku.
Wsłuchiwałaś się w nie z ogromną
ciekawością. Wyobrażałaś sobie ciebie i chłopaków śmiejących się dziś
przy dużym stole. Na sam ten obraz mimowolnie się uśmiechnęłaś jednak
nadal czułaś rozpacz i skruchę.
Nagle doszły cię znów kolędy jednak głos który zbliżał się w twoją stronę wydawał ci się bardzo znajomy.
-(T.I)!- usłyszałaś swoje imię i spojrzałaś do tyłu. Zamurowało cię.
Klęczał
przed tobą Louis z czerwonymi różami w ręku. Lekko się uśmiechał choć
widziałaś w jego oczach smutek. Za dobrze go znałaś żeby potrafić
rozróżnić jego uczucia.
-Co jest..- nie dokończyłaś ponieważ Louis
wskazał na duży wieżowiec. Na jego szczycie widniało twoje i Louisa
zdjęcie a pod nim napis 'Merry Me?'.
Spojrzałaś zszokowana na pasiaka. Teraz już się uśmiechał a jego oczy iskrzyły się. Pełne były miłości i nadziei.
-To jakiś głupi żart?- zapytałaś jednak Tomlinson przecząco pokiwał głową.
-Ale Louis... Ty mnie zdradziłeś...- powiedziałaś ciszej niż przed chwilą.
-(T.I)
tylko ty możesz być moim prezentem urodzinowym. Chcę żeby to były moje
najlepsze urodziny w życiu i najlepsze święta jakie kiedykolwiek były
przez moje denne 20 lat.- powiedział i podniósł się ze śniegu.
-Ooouu.. Louis.- podeszłaś do chłopaka. Chciał cie pocałować jednak ktoś wrzucił was do dużej górki śniegu.
-Harry!- krzyknęłaś.
-Nie przeszkadzajcie sobie gołąbeczki.- zaśmiał się i usunął z miejsca w którym stał.
-A więc. Wciąż czekam na odpowiedź.- westchnął Lou.
-Tak,
głuptasie. Za bardzo cię kocham żeby się nie zgodzić.- złożyłaś
pocałunek na jego ustach i uśmiechnęłaś się do niego. A jednak... To
były najlepsze święta w twoim życiu! A ten prezent jest zapewne o wiele
lepszy od twojego wcześniejszego prezentu...
Razem z chłopakami
wróciliście do domu zasiadając przy pięknie przyozdobionym stole. Razem
śpiewaliście kolędy i wspominaliście wszystkie spędzone ze sobą chwilę.
Później razem z Louim przysiedliście pod choinką. Położyłaś głowę na jego ramieniu.
-Kocham cię Louis.- szepnęłaś.
-Ja ciebie też kochanie.- pocałował cię w czoło i wstał z ziemi wracając do salonu do chłopaków.
Ty podeszłaś do okna i spojrzałaś na niebo.
-Dziękuję
że zesłałaś na moją drogę Louisa.- powiedziałaś wpatrując się w pełne migoczących gwiazd niebo.
Wiedziałaś że to tylko zasługa twojej zmarłej 2 lata temu mamy...
Głęboko wzdychając odeszłaś od okna i wróciłaś do chłopaków...
,,Tak... To moja rodzina.."- pomyślałaś patrząc na wygłupiających się twoich kochanych idiotów.
Bóg wie, co kryje się w tych słabych i zapadniętych oczach
Gorejący tłum milczących aniołów
Daje miłość i nie chce nic w zamian...
Oh. My. God.
OdpowiedzUsuńMożesz mi wyjaśnić, dlaczego to zasługa jej mamy?
Iiiiii!!!
OdpowiedzUsuńAle boooosko! :)
Cudownie to napisałaś :*
Niall's wife :)
Dzięks ;)
Usuń